A poza
tym? Mijają
tygodnie, jakoś leci. Raz jest lepiej, raz gorzej. Nie najlepiej, ale jakoś. Skupiam
się na tym, żeby przeżyć kolejny dzień: wstać, przebrać się z piżamy w inną
albo w dresiwo, zjeść posiłek a następnie go nie zwymiotować, pilnować dawek
leków i pór ich przyjmowania, dodzwonić się do przychodni, znaleźć parę
pasujących czystych skarpetek, nie zwichnąć niczego po drodze. I nie zwariować…
A na
koniec zagadka: co jest nie tak na tym zdjęciu?
Nie, nie zamieniłyśmy się miejscami, po prostu moja mama pozazdrościła mi szpitalnego życia. Trochę nas nastraszyła, ale już jest w domu, cała i zdrowa. I ten prządek rzeczy zdecydowanie wolę.
Reszta fotogalerii poniżej ;-)




